MASKA Z SIEMIENIA LNIANEGO W PŁACHCIE | Kosmetyka.net

Jeśli do tej pory siemię lniane kojarzyło wam się głównie z obleśnie obślizgłą konsystencją, to mam nadzieję, że dzisiaj się to zmieni.

Za namową mojej mamy, która lata temu używała maseczki lnianej, bodajże firmy Pollena, przeszukałam drogerie w poszukiwaniu jakiegoś zamiennika od dawna wycofanej maseczki. Bez rezultatu. Owszem, znalazłam jakąś, ale nie była warta zakupu, a szkoda bo siemię lniane dzięki zawartości witamin, minerałów i kwasów Omega-3 i Omega-6, regeneruje skórę, łagodzi podrażnienia, przesuszenia i brak jędrności.

Udałam się zatem do kuchni by zrobić domową maseczkę. Warunek był jeden: brak obleśnej konsystencji.

Udało się? Udało!

Tego potrzebujemy:

4 łyżki siemienia lnianego

Zaparzaczki do kawy lub gazę i np. filiżankę

Wrzącą wodę

Do zaparzaczki wsypałam 4 łyżki siemienia lnianego i zalałam 10-cioma łyżkami wrzątku. We wszystkich przepisach nakazują siemię lniane gotować, ale po co się męczyć, skoro nie trzeba? Po 20-30 minutach, w czasie których raz na czas całość przemieszałam, nasiona puszczają żel. Pozostaje tylko odcisnąć ciecz do miseczki za pomocą praski i gotowe.
Użyłam zaparzaczki, żeby łatwo oddzielić nasiona od wywaru, ale jeśli takowego nie macie, łatwo można go zastąpić gazą: filiżankę/miseczkę  wyłóżcie gazą tak, by jej końce wystawały powyżej krawędzi naczynia. Kiedy przyjdzie czas na odcedzenia wystarczy chwycić brzegi gazy i wycisnąć zawartość.
 
Proporcje, które podałam tworzą lekką konsystencję i mnie ona osobiście bardzo pasuje. Jeśli wolicie gęstszą wystarczy dać więcej nasion na taką samą ilość wody. Taką maseczkę można aplikować na twarz za pomocą wacika, pędzelka i zostawić na 5-10 minut lub zrobić sobie maskę w płachcie by potrzymać znacznie dłużej… albo wystraszyć listonosza czy Świadków Jehowy.
 
Do zrobienia wielorazowej maski w płachcie użyłam: bawełnianej (może być ewentualnie len lub jedwab – ważne by tkanina była naturalna) poszewki na poduszkę, nożyczek, ołówka i maski w płachcie jako wzoru.
Narysowałam maskę na materiale i wycięłam główny kształt. Resztę: oczy, nos i nacięcia z boku dostosowałam do kształtu swojej twarzy, by leżała jak najlepiej.
Następnie zamoczyłam w żelu, lekko odcisnęłam by z niej nie kapało i nałożyłam na twarz. Rewelacja. Po zdjęciu i opłukaniu, skóra była miękka, ukojona i odżywiona, a maskę wrzuciłam do pralki z resztą prania by była gotowa do ponownego użytku.
Łatwe, tanie i przyjemne 🙂